Przejdź do głównej zawartości

# 39 Kolorowa „Pretty Woman”. Satysfakcja gwarantowana!

 

                                                      Fot. Justyna Tomczak


Musical „Pretty Woman” w Teatrze Muzycznym w Łodzi to przykład wyjątkowej, niespotykanej pracy zespołowej. I nie ma znaczenia czy to główna rola musicalu, czy jedynie mały taneczny epizod. Każdy na scenie się wyróżnia i... błyszczy (czasami dosłownie)! Począwszy od realizatorów, przez aktorki, aktorów, muzyków, chór, tancerzy, akrobatów, po całą produkcję – wszyscy profesjonalnie dopieszczają widza. Bawią, wzruszają, zachwycają. Po prostu satysfakcja gwarantowana! Czemu warto wybierać takie miejsca jak Muzyczny w Łodzi? „Bo są najlepsze” - cytując Edwarda Lewisa. 

Wersję dźwiękową recenzji znajdziesz na YouTube, Spotify, Anchor, Apple Podcast, TuneIn, Castbox, Google Podcast

   Musical „Pretty Woman” z piosenkami Bryana Adamsa i Jima Vallanca swoją premierę miał w 2018. Autorami libretta są Garry Marshall i J. F. Lawton, reżyser i scenarzysta kinowego hitu z 1990 roku. Historia prostytutki Vivan Ward i biznesmena Edward Lewisa. Przypadkowe spotkanie dwojga zmienia ich życie, a widzowie stają się świadkami rodzącego się uczucia! Prawda, że mało skomplikowane?  

   Znasz film z Julia Roberts i Richardem Gerem? Nie szkodzi. W Łodzi miłosną historię odkryjesz na nowo! Nie znasz lub nie pamiętasz filmu „Pretty Woman”? Jeszcze lepiej! Opowiedziana przez artystów musicalowej sceny, przestaje być zwykłą, banalną bajeczką! To najlepsze musicalowe kino! 

    Jakub Szydłowski, reżyser łódzkiej premiery spełnił moje marzenie. Zawsze chciałem zobaczyć – od kuchni – jak powstaje film. Szydłowski zaprasza widza do filmowego studia. „Kamera! Akcja! Cięcie. Mamy to!”. Ba! Zdarzają się nawet duble, gdy coś pójdzie nie tak. Na scenie uwija się (marząc o przerwie na papierosa) cała produkcja filmu „Pretty Woman” - od klapsera, przez kamerzystę, oświetleniowców, po mężczyzn wnoszących elementy filmowej dekoracji.  Zabieg wymyślony przez reżysera „Pretty Woman” tylko początkowo rzuca się w oczy, potem pojawia się jedynie subtelnie, tuż na granicy światła reflektorów, wręcz niezauważalnie, by momentami całkowicie zniknąć, pozwalają widzowi „wejść” w akcję filmu, rozgrywającego się na teatralnej scenie.  

    Niezastąpiony duet - Jarosław Staniek i Katarzyna Zielonka - stworzył do łódzkiej premiery nieprawdopodobne, wspaniałe choreografie, ot choćby na przykład „chodzona choreografia” na przejściu dla pieszych na jednej z ulic Hollywood (podczas piosenki Vivian  „Jak najdalej stąd”), czy ta - w trakcie niesamowicie iskrzącej złotymi kostiumami sceny - w utworze „Rodeo Drive”. Scena, w której Pan Thompson uczy Vivian tańczyć jest przepiękna . Tango jest cudowne! Wspólna choreografia Malwiny Kusior, Pawła Erdmana, Maćka Pawlaka, Arkadiusza Borzdyńskiego,  Szymona Sztukowskiego, Sergiusza Regenta i Dominika Bobryka jest zachwycająca. Ten ostatni zabłysnął tanecznie, gdy ubrany w żółty garnitur jako gospodarz sklepu z ubraniami wspólnie z trzema paniami o imieniu Mary tańczy do „Zachwycasz mnie”. Zwróćcie też  uwagę na otwierający II akt mecz polo z obowiązkowymi malletami i... dość oryginalnymi końmi mechanicznymi. 

   Skoro wspomniałem o kostiumach artystów. Fantastyczna praca Anny Chadaj. Jest kolorowo! Słodko i bajecznie. Chadaj ubiera artystów na złoto, żółto i w wszelkie odcienie różowego. Nie brakuje sukienek w grochy! Kreacje Vivian Ward są zmysłowe i eleganckie. Zastanawia mnie kto wpadł na pomysł foliowej, czerwonej deszczówki dla bezdomnego, która skojarzyła mi się z...  

    Ukłony dla muzyków Teatru Muzycznego w Łodzi pod dyrekcją Krzysztofa Brzezińskiego. Cudowne brzmienie instrumentów smyczkowych, gitar! I muszę przyznać, że choć oczekiwany przez publikę przebój „Pretty Woman” Orbison, pojawia się w finale spektaklu, to zdecydowanie jest on tylko małym dodatkiem do perfekcyjnie zagranych (przez tutejszych muzyków) piosenek Briana Adamsa i Jima VallanceMuzyka jest siłą napędową tego musicalu. Bez dźwięków spektakl „Pretty Woman” stałaby się nurzącą historyjką. A propos dźwięków... wsłuchajcie się w odgłosy wody w wannie w hotelowej łazience. Perfekcja! 

    Gdybym miał wskazać najlepsze songi musicalu, to bez wątpienia będzie to „Nie wrócę tam” w wykonaniu Malwiny Kusior, „Ty i ja” zaśpiewane przez Marcina Jajkiewicza oraz genialnie brzmiące w duecie „Zachwycasz mnie”.  No i oczywiście „Never Give Up on a Dream” Macieja Pawlaka z wszystkim jego wcieleniami muzycznych gwiazd lat 90-tych. Dla mnie bomba! Nie mogę nie zauważyć... „Libiamo” z Traviaty Verdiego. Emilia Klimczak z Markiem Prusiszem stworzyli jeden z piękniejszych momentów tego musicalu! A skoro mowa o „momentach”. Tak, jest w „Pretty Woman” scena łóżkowa, ale bardziej intymna i wzruszająca była chwila pod koniec pierwszego aktu, zaraz po utworze „Wolność”. Na otulonej ciemnością scenie, światło tylko jednego reflektora zmysłowo muska przytulonych do siebie Vivian i Edwarda. Przepiękne!

   Scenografia musicalu „Pretty Woman” przygotowana przez Grzegorza Policińskiego to dynamiczna podróż w lata dziewięćdziesiąte z mnóstem rekwizytów: małych (ceglaste komórki) i bardzo dużych (wspaniały Lincoln). O miejscu i czasie przypominają nam plakaty: Cher, filmów „Thelma i Louis” czy „Terminatora 2”. Pojawia się również Central Perk!  Zachwyciły mnie detale: sygnalizatory uliczne czy działający(!) telewizor w hotelowym pokoju. Szalenie podobała mi się recepcja hotelu oraz majestatyczna loża operowa! Całość przepięknie ubogacona światłem, np. w scenie operowej czy podczas songu „Nie wrócę tam”.

  Zmiany dekoracji są bardzo szybkie. Dzięki wspomnianemu wyżej zabiegowi reżysera (osadzenie akcji musicalu na planie zdjęciowym), obsługa sceny (a może raczej studia filmowego) sprawnie zarządza przestrzenią. Właściwie to nie wiem, czy nadal są to technicy teatru czy już może aktorzy, grający obsługę studia. 

  Gdy kilka tygodni temu rozmawiałem z Jakubem Szydłowskim przyznałem, że do aktorskiego zespołu musicalu zaangażował crème de la crème polskich scen muzycznych. Na scenie widać to od razu! Powierzenie ról takiej ekipie, mogło zaprocentować tylko jednym: Sukcesem tytułu. Miałem okazję obejrzeć (30 września 2021) tylko jedną obsadę i to o niej kilka poniższych zdań.  

   Malwina Kusior grająca Vivian, tylko dzięki kręconym włosom przypominała mi Julię Roberts. W łódzkim musicalu Kusior stworzyła własną, autorską Vivian Ward – zagubioną, szczerą, zmysłową, zabawną, uroczą. Z jednej strony kobieta lekkich obyczajów (ktoś dziś jeszcze tak mówi), a z drugiej  księżniczka Vivian. Poprostu pretty woman! Przepiękny głos! Cudowna gra aktorska. 

    Edwarda Lewisa w oglądanym przeze mnie spektaklu zagrał Marcin Jajkiewicz. Odpowiedni aktor na właściwym miejscu. Marcina pierwszy raz na scenie widziałem w przedpremierowym pokazie „Les Miserables” w Teatrze Muzycznym w Łodzi jako Jean Valjeana. Ale dopiero w „Pretty Woman” doświadczyłem jego niesamowitej muzykalności. Wokalnie - idealnie wpasowuje się w dźwięki wyczarowane przez Bryana Adamsa. Edward Marcina Jajkiewicza od dziś będzie dla mnie uosobieniem słowa dżentelmen.  Postać zagrana z klasą, szarmancko, romantycznie. Gdyby dziś kręcono „Pretty Woman” Gere przegrałby casting z Jajkiewiczem!

  Gwiazdą wieczoru z pewnością dla wielu widzów stała się Kit de Luca zagrana przez Dagmarę Rybak. Ależ wyrazista postać. Jej „Rodeo Drive” zebrało najwięcej oklasków w trakcie spektaklu. A do tego jeszcze "La Cucaracha"... Gratuluję!!! 

Maciek Pawlak wciela się w sprzedawcę map Happy Mana oraz pracownika hotelu Giullio. I napiszę to bardzo szczerze: w związku z tym, że musical „Pretty Woman” powstał zaledwie 3 lata temu, nie wykluczam, że polski aktor wszedł w jakiś układ z twórcami spekaklu, bo role które stworzył, wyglądają jak napisane specjalnie dla Pawlaka. Świetny wokalnie, zawadiacki aktorsko, uzdolniony tanecznie! Jedna z najlepszych ról Macieja Pawlaka w jego nieco blisko 13-letniej karierze (mam nadzieję, że nie mylę się w wyliczeniach).

  Aktorsko zaskoczył mnie Marcin Sosiński. Po roli w „Miss Saigon” w Teatrze Muzycznym w Łodzi, perfekcyjnie zagrana rola cynicznego, brutalnego i egoistycznego asystenta Edwarda Lewisa. W scenie gdy grany przez Sosińskiego Philip Stuckey zostaje sam na sam z Vivien poczułem się nieswojo. Napięcie rosło z każdą sekundą. Wspaniale zbudowana postać! Wyrazy uznania!

   Paweł Erdman zagrał Pana Thompsona, szefa przepięknego hotelu. Romantyczny i wrażliwy Cyrano de Bergerac oraz waleczny Javert (w Teatrze Muzyczny w Łodzi), w „Pretty Woman” pokazał się od zupełnie innej strony. Dystyngowany, opanowany, opiekuńczy. Ileż w nim elegancji. Song „W taki wieczór jak ten” wyśpiewany w Restauracji Wolter, w wykonaniu Erdmana to jeden z najlepszych utworów musicalu. Przepiękny taniec. 

  Z pozostałej części zespołu słowa uznania dla Andrzeja Orechwo (James Morse) za piękne, klasyczne aktorstwo, dla Arkadiusza Borzdyńskiego za wspaniałe odnajdywanie się w choreografiach. Ukłony dla wspomnianych wyżej Emilii Klimczak, Marka Prusisza i Dominika Bobryka! Gratuluję całemu zespołowi, tancerzom i akrobatom. 

     Wyczekuję z utęsknieniem dnia, w którym ponownie usiądę na widowni Teatru w Łodzi, by w „Pretty Woman” zobaczyć Martę Wiejak, Tomasza Steciuka, Karola Drozda, Piotra Płuskę i Tomasza Bacajewskiego. 

    Polecam spotkanie z "Pretty Woman" w Teatrze Muzycznym w Łodzi.  To trzykrotnie przekłada premiera, ale - jestem przekonany - warto było na nią czekać. Warto poświęcić czas na obejrzenie musicalu w reżyserii Jakuba Szydłowskiego, bo "wszystko inne jest dziś stratą czasu"!


Maciej Gogołkiewicz

musicaloweinfo@gmail.com






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#27 „Błękitny zamek” - zbudowany z emocji

Recenzja musicalu Maciej Gogołkiewicz, musicalowe.info  Premiera 4.6.2021 Mazowiecki Teatr Muzycznych im. J.Kiepury   Gdy już nasycisz się musicalowym urokiem „Pretty Women”, a „Kelnerka” z Broadwayu - otoczona zapachem ciast - przeprowadzi Cię przez zakamarki swego skomplikowanego życia, to bez żadnych obaw pozwól się uwieść marzeniom o błękitnym zamku i razem z Joanną Stirling zanurz się w kolejnych falach szczęścia, miłości i zachwytu nad życiem.  „Błękitny zamek” to musicalowa, baśniowa opowieść o sile marzeń, o poszukiwaniu (i odnajdywaniu!) siebie wśród otaczających nas pozorów.      NIE MUSISZ CZYTAĆ.  MOŻESZ POSŁUCHAĆ TUTAJ       W Mazowieckim Teatrze Muzycznym im. Jana Kiepury w Warszawie odbyła się premiera polskiego musicalu „Błękitny zamek” na motywach powieści Lucy Maud Montgomery z librettem Krystyny Ślaskiej i Barbary Wachowicz z przepiękną muzyką Romana Czubatego w reżyserii Beaty Redo – Dobber .      Polska prapremiera musicalu "Błękitnego zamku" (reż. K

#30 „Waitress”. Nowy rozdział w historii Teatru ROMA

   Zacytuję jedną z piosenek musicalu - „wszystko się zmienia”... Po obejrzeniu „Waitress” w reżyserii Wojciecha Kępczyńskiego mam wrażenie, że przede wszystkim zmienia się Teatr Muzyczny ROMA w Warszawie. Dla mnie to jest całkowicie nowa Roma!...      NIE MASZ CZASU NA CZYTANIE? POSŁUCHAJ TEJ RECENZJI.  NOWY ODCINEK PODCASTU JEST NA:     SPOTIFY ,  YOUTUBE ,  APPLE PODCAST , ANCHOR ,  GOOGLE PODCAST     Na teatralną scenę trafił musical, który nie tylko bawi i wzrusza, nie tylko zachwyca choreografiami, scenografią, wokalnym i aktorskim rzemiosłem. To musical, który przede wszystkim mówi, mówi współczesnym językiem, mówi o współczesnych problemach, które nie są jedynie tworem wyobraźni autora libretta. Popularne stwierdzenie: „życie pisze najlepsze scenariusze” bardzo trafnie określa wrażenia i emocje, z którymi wychodzi się z teatru po obejrzeniu „Waitress”. To spektakl zdecydowanie dla dorosłego widza. Teatralna scena staje się lustrzanym odbiciem życia. I nie jest to zabawne, krzyw