„Pani Doubtfire” to musical, który bez lukrowania pokazuje trudne wybory i ludzkie potknięcia, ale robi to z ogromną czułością. Może wychodząc z teatru, nie nuci się chwytliwych melodii, ale zostaje się z potężną dawką ciepła i ważną lekcją: rodzina po przejściach wcale nie musi być rozbita. Zdecydowanie warto doświadczyć tej emocjonalnej huśtawki – przygotujcie się na wybuchy śmiechu i koniecznie zabierzcie chusteczki. (Fot. D. Stube / TM Poznań)
Dzielę się wrażeniami po obejrzeniu polskiej prapremiery musicalu „Pani Doubtfire” - obsada z dnia 26 września 2026.
Wybierając się na „Panią Doubtfire” w Teatrze Muzycznym w Poznaniu, spodziewałem się przede wszystkim broadwayowskiej zabawy, szalonych przebieranek i niezobowiązującej rozrywki. Tymczasem polska inscenizacja tego tytułu w reżyserii Łukasza Brzezińskiego to coś znacznie więcej niż tylko komediowy samograj. Często szukam w musicalach prawdy i autentycznych wzruszeń, a ten spektakl uderzył w moje najczulsze struny. Zza warstwy genialnych żartów wyłania się tu głęboko poruszająca opowieść o trudnych życiowych decyzjach, kryzysie małżeńskim i desperackiej ojcowskiej miłości, która nie cofa się przed niczym.
W centrum tej historii stoi on – ojciec, który w wyniku własnej niedojrzałości traci to, co kocha najbardziej. Michał Kocurek w roli Daniela Hillarda (oraz tytułowej Pani Doubtfire) nie tylko rewelacyjnie radzi sobie z karkołomnym wyzwaniem komediowym, zmianą głosu i błyskawicznymi przebiórkami kostiumów. On przede wszystkim niesie ogromny ciężar emocjonalny. Jego Daniel to początkowo duży chłopiec, unikający odpowiedzialności, ale z każdą sceną dostrzegałem, jak pod maską starszej, szkockiej niani uczy się być prawdziwym rodzicem. Michał Kocurek fantastycznie ukazuje tę przemianę: od rozpaczy po stracie kontaktu z dziećmi, przez szaloną determinację, aż po bolesną dojrzałość. To rola, która autentycznie chwyta za serce. Zwłaszcza tych, którzy w tej postaci potrafią dostrzec własne doświadczenia.
Spektakl nie pozwala nam jednak patrzeć na tę sytuację wyłącznie oczami Daniela. Wina w relacji mąż - żona rzadko leży tylko po jednej stronie, a decyzja o rozstaniu to często najtrudniejszy życiowy wybór. Katarzyna Tapek jako Miranda Hillard tworzy postać niezwykle wielowymiarową. Łatwo byłoby sprowadzić ją do roli „tej złej, która zabrała dzieci”, ale Tapek pokazuje kobietę zmęczoną byciem jedyną dorosłą osobą w związku. Domyślam się jak wymagająca do zbudowania okazała się ta postać dla aktorki. (Choć muszę przyznać, że długo czekałem na taką kreację Katarzyny Tapek). Jej muzyczne wyznania, zwłaszcza przejmująca, wzruszająca do łez ballada „Let Go”, to intymne studium matki i żony, która z ciężkim sercem musi odpuścić dawne marzenia o idealnej rodzinie, by zbudować poczucie bezpieczeństwa. To moment, w którym najpierw na widowni zapada absolutna, pełna zrozumienia cisza, a potem tylko już słychać oklaski uznania dla Katarzyny Tapek. To był showstopper tego spektaklu.
Największymi ofiarami dorosłych decyzji są zawsze dzieci, a młode pokolenie aktorów oddaje to na scenie z niezwykłą dojrzałością. Aleksandra Daukszewicz w roli Lydii Hillard znakomicie portretuje starszą siostrę, która w obliczu rozwodu rodziców zbyt wcześnie musi dorosnąć. Jej nastoletni bunt miesza się z ogromnym bólem i tęsknotą. Wokalnie to zdecydowanie najlepszy element obsady, którą miałem okazję zobaczyć! Dawno nie doświadczyłem tylu wyśpiewanych emocji! Niesamowite było dla mnie to, że Daukszewicz idealnie wpisała się w postać nastolatki, co pozornie nie jest łatwym zadaniem dla „dorosłych”, doświadczonych aktorek i aktorów.
Z kolei Krzysztof Bednarski jako Christopher Hillard rozczulał mnie zagubieniem i bezwarunkową ufnością swojej postaci. A do tego rewelacyjna Gaja Wiśniewska jako Natalie Hillard. Sceny, w których dzieci odkrywają prawdę o swoim ojcu, to emocjonalny rdzeń spektaklu – pokazują, jak bardzo potrzebujemy w życiu obojga rodziców, nawet (a może zwłaszcza) gdy popełniają błędy.
Aby jednak widz nie utonął w łzach, twórcy musicalu - w przekładzie Jacka Mikołajczyka - mistrzowsko balansują ten ciężar wyśmienitym humorem. Bezcennym wentylem bezpieczeństwa jest tu relacja Daniela z jego bratem. Seweryn Wieczorek jako Frank Hillard oraz Tobiasz Szafraniak w roli jego życiowego partnera, Andre Mayema, to duet absolutnie rozbrajający. Ich wspólne sceny to czysta energia, która pozwala na chwilę oddechu od rodzinnych dramatów.
Podobnie jak fantastyczny Maksymilian Pluto-Prądzyński – jego Stuart Dunmire wprowadza w życie Mirandy powiew nowości, ale to epizod jako... Susan Boyle sprawia, że publiczność płacze ze śmiechu. Kropkę nad „i” stawia genialna Anita Urban-Wieczorek; jej Wanda Sellner, surowa kuratorka sądowa, przypomina o nieubłaganych konsekwencjach działań Daniela, jednocześnie podkręcając farsowe tempo spektaklu. No i oczywiście najbardziej spektakularne 5 minut przedstawienia – boskie flamenco Anny Lasoty. Na marginesie: kimkolwiek jest Roberto... współczuję mu!
Poznańska „Pani Doubtfire” to idealny przykład perfekcyjnego działania – doskonale naoliwionej – musicalowej machiny. To przede zasługa obsady. Na scenie w obejrzanym przeze mnie spektaklu wystąpili: Jarosław Patycki (Pan Śmieszek, Sędzia), Magdalena Szcześniewska (Janet Lundy), Emil Lipski (m.in. jako Lupek, Elton John), Olena Yakymchuk (m.in. Szefowa Magda, Księżna Kate), Jolanta Wyrzykowska (m.in. jako Szefowa Anna,, Helga), Maciej Badurka (m.in. jako Szef Louis, Angela Merkel), Iga Klein (m.in. jako Grace Kelly, Kucharz), Przemysław Łukaszewicz (m.in.jako Lekarz, Kelner, Dubler Daniela, Pracownik TV), Klaudia Kruk (jako m.in. Cher, Seksowna piłkarka, Modelka), Aleksandra Piwowarek (m.in. jako Donna Summer, Modelka, Pracownica siłowni), Weronika Sieczkarek (jako m.in. Lady Diana, Kucharz, Modelka), Maurycy Szajkowski (Tancerz flamenco, Margaret Thatcher, Dostawca, Pracownik TV, Kucharz) oraz Kacper Czyż (jako m.in. Róża Luksemburg, Kucharz, Fotograf, Sportowiec).
Czy muzyka z „Pani Doubtfire” zostanie ze mną na lata? Piosenki wprawdzie sprawnie napędzają akcję i świetnie brzmią tu i teraz, ale nie wychodzi się z teatru, nucąc je pod nosem. Bardziej niż muzyka zostały ze mną emocje i uczucia, które towarzyszył songom wykonanym przez Katarzynę Tapek, Aleksandrę Daukszewicz i Michała Kocurka.
Ważne jest także to, że w poznańskiej inscenizacji dostajemy fenomenalne układy choreograficzne (np. w scenie gotowania z Siri) Tiny Papazyn i Adama Bety, zawrotne tempo i ciepłą nostalgię podaną w niezwykle dopracowanej formie. Kostiumy zaprojektowała Katarzyna Zawal. Scenografia to zasługa Natalii Kołodziej.
Musicalowe.info poleca!
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz